Parę dni temu minął dokładnie rok od mojego wyjazdu na Eramsusa… Czasem wydaje mi się jakby ten etap mojego życia przeżył ktoś inny, a nie ja. Półroczne wakacje, imprezowanie, całkowity luz, a potem dość twardy powrót do rzeczywistości i między innymi nadrabianie na moim uniwersytecie całego semestru, co swoją drogą jest tematem na inny post, bo to jak nasze uczelnie traktują studentów, którzy wyjeżdżają za granicę i reprezentują swoją szkołę i kraj to jakaś kpina. Dziś praca, trzeci rok studiów i gdzieś tam tlące się w głowie nieśmiałe marzenia o ponowieniu tego. Właściwie zaraz po powrocie chciałem wyjechać na CEEPUS (coś jak Erasmus dla studentów trzeciego roku, ale dają lepsze pieniądze i podobno trzeba się uczyć, ale oczywiście nie za dużo), ale w końcu porzuciłem ten pomysł. Znalazłem pracę, chciałem spokojnie skończyć pierwszy stopień studiów, zastanowić się co dalej… Bo ile można imprezować i wszystko olewać, prawda? Chociaż zaraz… fk it, baylife.😀

Czytaj resztę wpisu »

Prawie dwumiesięczna przerwa w pisaniu to coś, co bloga zabić może bardzo łatwo. Ten na szczęście nie podzielił tego losu i co mnie bardzo cieszy, wciąż widzę, że ludzie wchodzą, komentują czy wysyłają mi maile z różnymi pytaniami. Zmotywowało mnie to do małej „reaktywacji”, wszak jest jeszcze masa rzeczy o której napisać mogę… To tyle tytułem wstępu, a jeżeli ktoś jest w jakimś tam stopniu zawiedziony, że przez tak długi czas nic się tu nie pojawiało to najmocniej przepraszam🙂

Dziś chciałem napisać parę słów o wycieczce nad Morze Czarne. Konkretnie do Warny. Tej, którą spora część Polaków kojarzy z Władysławem Warneńczykiem, królem Polski i Węgier, który zginął tam w 1444 roku. No, ale to tyle o tym co było, bo dziś jest to stolica bułgarskiego wybrzeża i miasto, które corocznie przyciąga tam najwięcej turystów, z czego sporą część z Polski, ale o tym później.

Wyjazd do Warny w pewnym sensie dodał mi sił. Już ciążył mi pobyt w brudnym sofijskim miasteczku studenckim gdzie gdzie każdy dzień (chlanie) wyglądał(o) tak samo, albo bardzo podobnie. Do tego w środku maja pogoda w Sofii nie należała do najlepszych. Deszcze, brak słońca… No ogólnie nie było najlepiej. Co innego w Warnie, tam już było naprawdę ładnie. I w czasie naszego pobytu tam również trafiliśmy na świetną pogodę, dzięki czemu większość czasu mogliśmy spędzić leżąc na plaży i czuć się jak na wakacjach… Zaraz, mój błąd. Cały ten Erasmus w Bułgarii to były jedne, wielkie wakacje.

965412_10151444482417285_676315882_o

Czytaj resztę wpisu »

Jakie są Twoje trzy pierwsze skojarzenia kiedy myślisz o Rumunii?

??????????

Bieda? Cyganie? Chmary bezdomnych psów? Zamek Drakuli? Parlament w Bukareszcie? Im bliżej ostatnich tym lepiej, ale i tak są to skojarzenia krzywdzące. Ludzie starają się omijać ten kraj i nie jest to nic nowego (czytałem nawet o przypadkach, że ludzie wolą nadłożyć drogi i jechać do Bułgarii przez Serbię niż Rumunię). Szczególnie jeżeli chodzi o obszary poza Bukaresztem, gdzie faktycznie można spotkać się ze sporą biedą, czymś co można nazwać Rumunią B. Tą Rumunią A jest sam Bukareszt, w którym w zeszły weekend miałem okazję być, i o którym chciałbym opowiedzieć wam parę słów.

Na sam początek chciałbym powiedzieć, że Bukareszt absolutnie mnie zachwycił. Miałem okazję być w wielu europejskich stolicach, ale sam Bukareszt sklasyfikował bym zdecydowanie w samej czołówce. Pozwólcie jednak, że zacznę od samego początku…

Z Sofii do Bukaresztu można dostać się autobusem lub pociągiem. My wybraliśmy autobus, bezpośrednio, w nocy i w całkiem niezłych warunkach. Bilet w dwie strony do Bukaresztu z Sofii to koszt rzędu 40 euro. Warto też dodać, że autobusy kursują tam codziennie, także możemy się tam wybrać kiedy tylko chcemy. Warto jednak oczywiście zrobić to, gdy pogoda jest już trochę lepsza🙂

Czytaj resztę wpisu »

Dziś wpis w nieco innej, niż dotychczas formie. Chciałbym was zachęcić do przeczytania wrażeń mojego kolegi, który również jest ze mną na Erasmusie w Sofii. Wpis pochodzi z blogu ESN-u Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, na którym można przeczytać relację Erasmusów z dosłownie całego świata, do czego przy okazji gorąco zachęcam.

Na zachętę mały fragment:

sofia_vitosha2

Padło na Bułgarię, a konkretnie Sofię. Po miesiącu pobytu, śmiało mogę stwierdzić, że nie żałuję ani trochę!

Wybór ten ma same plusy. Przede wszystkim w Bułgarii jest tanio. Dzięki temu nie wydaję całego swojego granta na dzielony pokój, jak niektórzy moi znajomi w innych europejskich stolicach. Co więcej, kraj ten historią sięga czasów Imperium Rzymskiego, okupacji osmańskiej oraz rozłamu chrześcijaństwa, dzięki czemu jest niesamowicie zróżnicowany kulturowo. Oczywiście jest też wiele pozostałości z czasów komunizmu. Poza tym, Sofia jest genialnie zlokalizowana, co pozwala na podróżowanie w wiele ciekawych miejsc (Stambuł, Saloniki, Skopje, Bukareszt, Belgrad, nie wspominając o wybrzeżu Morza Czarnego i innych ciekawych zakątkach Bułgarii). No i ten klimat! W prawdzie miasto położone jest w głębi kontynentu i otoczone górami, ale wiosna zaczyna się już początkiem marca (w lutym również nie jest zimno, średnia temperatura to 5 stopni). W maju temperatury sięgają nawet 28 stopni!”

Reszta wpisu już na blogu, zachęcam:

Na skraju orientu i postkomunizmu….

…bo przeplata, trochę zimy, trochę lata”. To stare polskie przysłowie idealnie nadaje się do scharakteryzowania pogody, której doświadczam w Sofii od czasu przybycia tutaj w styczniu. Ta jest tutaj jak prawdziwa ruletka. Deszcz, śnieg, słońce, grad, przeważnie na zmianę… I o ile ktoś systematycznie nie sprawdza prognoz meteorologicznych, to każdego dnia otwierając okno może doznać zaskoczenia, i to niekoniecznie pozytywnego.

Przyjeżdżając pod koniec stycznia z trochę zaśnieżonych Katowic przywitało nas prawie 20 stopni i ludzie chodzący w samych koszulkach. Można było pomyśleć, że to raj. Niestety, jak wiadomo jedna jaskółka wiosny nie czyni, a pogoda zmienia się tu z podobną częstotliwością jak nastrój kobiet, i to nie żart!😀 Przyjeżdżając więc na Erasmusa do Sofii (wydaje mi się, że dotyczy to obu semestrów) trzeba zaopatrzyć się w ubrania na dosłownie każde warunki atmosferyczne. Sofia to nie wybrzeże, to nie Złote Piaski, plaże i palemki, to miasto w otoczeniu gór, gdzie czasem jest naprawdę chłodno.

sofia_vitosha2

I choć to góry odpowiedzialne są za kaprysy tutejszej pogody, to bez nich Sofia zdecydowanie straciłaby swój urok… A jak jej kaprysy są wyjątkowe i zmuszają nas do pozostania w pokoju na wieczór, to nie ma wtedy niczego lepszego od nadrabiania zaległości w filmach, serialach czy obejrzenia dobrego meczu (chwała Lidze Mistrzów!) przy Zagorce, albo innym tutejszym piwku🙂

Dziś króciutko, ale konkretne. A wracając jeszcze do pogody, to podobno w weekend ma być świetna, okolice 20 stopni, ale w… Bukareszcie. Bo to właśnie w Rumunii spędzimy najbliższy weekend.

Do usłyszenia🙂

 

 

Bułgarzy bardzo cenią własną muzykę, a najbardziej objawia się to w ich zamiłowaniu do chalgi. No dobra, ale czym jest ta cała chalga? Tak właściwie to ciężko jest ją scharakteryzować. Coś jak połączenie brzmień muzyki ludowej i popu. Nie brzmi zbyt zachęcająco, prawda? Na pewno można określić ją mianem bułgarskiego disco-polo🙂

Przyjeżdżając do Bułgarii trzeba nastawić się na ustawiczne słuchanie chalgi. W taksówkach, kawiarniach, zdecydowanej większości klubów, a nawet na siłowni. Po prostu wszędzie. Wyobraźcie sobie, że w polskim radio nieprzerwanie leci „Ona tańczy dla mnie” i jej pokrewne. Z początku może i było by to całkiem zabawne, ale na dłuższą metę człowiek mógłby oszaleć😀

I tak jak jest z dico-polo jest to muzyka, którą albo kochasz, albo nienawidzisz. No, ale dość tego gadania, posłuchajcie sami.

Czytaj resztę wpisu »

Po nieco ponad 2 miesiącach spędzonych w Sofii na Erasmusie jestem w stanie powiedzieć co nieco o ogólnych kosztach jakie się tu ponosi, ile tak naprawdę wydaje się na życie. Na starcie chciałbym powiedzieć o grancie, czyli pieniądzach, które dostajemy od naszej uczelni na czas wyjazdu. Kwoty w poszczególnych szkołach są bardzo różne, niektórzy dostają pieniądze co miesiąc, a niektórzy, jak ja, prawie całość na raz. W każdym bądź razie jeśli ktoś bardzo by chciał to w Bułgarii spokojnie da się wyżyć z samego grantu. Tylko z drugiej strony warto sobie zadać pytanie czy warto jechać z takim nastawieniem i ograniczać się nie tyle na głupich imprezach co np. nie jeździć na wycieczki, które naprawdę wiele dają, bo czy drugi raz będzie możliwość pojechania do Serbii, Macedonii, Rumunii czy Grecji? Być może tak, ale na pewno nie w tak dobrym towarzystwie i atmosferze jak na Erasmusie.

18773

Ale wracając do głównego tematu tego wpisu. Na co wydaje się tu najwięcej kasy? Jak przyoszczędzić? Ile kosztują najważniejsze rzeczy (alkohol)?

Czytaj resztę wpisu »

Do tego wpisu zbierałem się o wiele za długo, aniżeli powinienem… Mimo wszystko opisanie całego weekendu, który dany było nam spędzić w Belgradzie to stosunkowo trudna sprawa. Nowa kultura, nowe państwo, nowy język, nowi ludzie. O to właściwie chodzi w Erasmusie. Odkrywanie i zwiedzanie nowych miejsc. Tak samo pomyślałem sobie przed wyjazdem do Serbii, że być może już nigdy w życiu nie będę miał okazji postawić tam stopy.

Zaczęło się średnio. Osobiście mam złe zdanie o naszej polskiej kolei, ale po 12 godzinnej jeździe (miała trwać 9 godzin) w bułgarskim pociągu… No w sumie obsuwa to nic. Nic nie przebije stania przez godzinę od 5 rano gdzieś na na terytorium Serbii w totalnej piździawie. Śniegu masa, lodu masa, a pociąg oczywiście z wyłączonym ogrzewaniem. Żeby było śmieszniej jak już w końcu ruszyliśmy i byliśmy znowu od tych 30-40 minut w trasie to w końcu postanowili włączyć to ogrzewanie. Szkoda, że dopiero jak zaczęło świtać i być jako tako ciepło.

DSC_0121

Czytaj resztę wpisu »

Jako, że pogoda ostatnimi czasy jest naprawdę dobra, postanowiliśmy więcej czasu przeznaczyć na zwiedzanie. Po Boyanie przyszła pora na drugie największe miasto w Bułgarii – Plovdiv. Wrażenia? Naprawdę bardzo dobre. Prawdę mówiąc Plovdiv spodobało mi się o wiele bardziej od Sofii. Jeżeli ktoś lubi spokój, zabytki kultury rzymskiej i zieleń, której w tym mieście jest naprawdę dużo, to na pewno nie pożałuje przyjazdu tutaj.

DSC_0057

 

Do Plovdiv dojechaliśmy koleją. Za bilet w dwie strony przyszło nam zapłacić około 15 leva. W tym miejscu chciałbym zwrócić też uwagę na możliwość wyrobienia sobie zniżkowej karty studenckiej właśnie na kolej. Wszystko co do tego potrzebujemy to indeks, papier z tutejszego biura dla Erasmusów, zdjęcie i jednego leva. Wyrobić warto. Osoby, które to zrobiły zapłaciły za bilet 5 leva mniej od nas. Sama podróż trwała jakieś 2,5 godziny.

Czytaj resztę wpisu »

Za mną kolejny dzień w całości poświęcony zwiedzaniu. Tym razem udaliśmy się do dzielnicy Sofii o nazwie Boyana (po naszemu Bojana, jak w tytule). Położona jest ona w sąsiedztwie góry Vitosha (o której już pisałem), a oddalona około 8 kilometrów od centrum miasta. Aby zobaczyć to co najlepsze trzeba się jednak trochę wysilić i przejść specjalnie wydzieloną trasą około 5 kilometrów w górach.

Zacznijmy jednak od początku. Na pierwszy ogień idzie cerkiew o roboczej nazwie „Boyana Church”. Wpisana jest ona na listę UNESCO. To tutaj zaczęliśmy całą wycieczkę. Z zewnątrz wygląda jak każda inna, ale wyróżnia ją to co jest w środku. Są to mianowicie doskonale zachowane freski datowane na ponad 700 lat. Jak powiedziała sama przewodniczka, aż dziw bierze, że nie zniszczyli ich ani Rosjanie ani Turcy w czasie okupacji. Może sami byli pod ich wrażeniem? Niestety nie można było robić zdjęć wewnątrz, ale jak ktoś jest zainteresowany to znajdzie zdjęcia wnętrza na Internecie. Niżej jednak zdjęcie z zewnątrz.

kościół Boyana 2

Cerkiew to jednak dopiero początek. Chętni mogą udać się w dalszą drogę górską trasą. Około 5 kilometrów, których celem jest wodospad.

Czytaj resztę wpisu »

Napisz

Masz jakieś pytania?
Coś cię nurtuje?
Chcesz dodać na bloga coś swojego, albo przeczytać o czymś konkretnym?

Śmiało, pisz:
mat.wcislo@gmail.com

Najbardziej popularne

Odwiedziny

  • 17,120 wyświetleń

Wprowadź swój adres mailowy, aby być na bieżąco, i otrzymywać na swoją skrzynkę pocztową powiadomienia o nowych wpisach (TO NIE SPAM).

Polecane Blogi

Not Another Showman

The world doesn't need another showman.

Mój Erasmus we Francji

Jakosc podrózy mierzy sie w liczbie poznanych przyjaciól, a nie przejechanych kilometrach – Tim Cahill

Kretsche's Blog

Just another WordPress.com site

Blog ESN UEK

Chcesz wyjechać na wymianę zagraniczą, ale nie wiesz gdzie? Dzięki Blog ESN UEK decyzja będzie znacznie łatwiejsza!

duże Be

Just another WordPress.com site