Do tego wpisu zbierałem się o wiele za długo, aniżeli powinienem… Mimo wszystko opisanie całego weekendu, który dany było nam spędzić w Belgradzie to stosunkowo trudna sprawa. Nowa kultura, nowe państwo, nowy język, nowi ludzie. O to właściwie chodzi w Erasmusie. Odkrywanie i zwiedzanie nowych miejsc. Tak samo pomyślałem sobie przed wyjazdem do Serbii, że być może już nigdy w życiu nie będę miał okazji postawić tam stopy.

Zaczęło się średnio. Osobiście mam złe zdanie o naszej polskiej kolei, ale po 12 godzinnej jeździe (miała trwać 9 godzin) w bułgarskim pociągu… No w sumie obsuwa to nic. Nic nie przebije stania przez godzinę od 5 rano gdzieś na na terytorium Serbii w totalnej piździawie. Śniegu masa, lodu masa, a pociąg oczywiście z wyłączonym ogrzewaniem. Żeby było śmieszniej jak już w końcu ruszyliśmy i byliśmy znowu od tych 30-40 minut w trasie to w końcu postanowili włączyć to ogrzewanie. Szkoda, że dopiero jak zaczęło świtać i być jako tako ciepło.

DSC_0121

Pierwsze wrażenie po wyjściu z pociągu? „O kurwa, ale zimno!” W porównaniu z Belgradem to w Sofii naprawdę jest ciepło, także wysiadka z pociągu i minusowa temperatura, którą ostatni raz odczuwałem chyba miesiąc temu w tutejszych górach na wysokości 2400 metrów to sytuacja, którą spokojnie można nazwać szokiem termicznym. Nie pierwszym i nie ostatnim podczas weekendu spędzonego w Belgradzie… Ale o tym za chwilę.

Centrum Belgradu nie powala na kolana. Oczywiście jest główna ulica i jest też starówka pełna sklepów czy kafejek, ale nie ma tego czegoś co by to centrum wyróżniało od każdego innego. Inną sprawą jest oczywiście stare miasto czy też masa ciekawych zabytków, które można tu zobaczyć.

DSC_0145

Zanim jednak napiszę o tym co jest tu warte uwagi chciałbym napisać parę słów o hostelu, w którym przyszło nam nocować. Spodziewałem się po nim naprawdę niewiele (jak to po hostelu), ale zrobił on na mnie naprawdę duże wrażenie. Czysty, blisko centrum, nieźle wyposażony jeżeli chodzi aneks kuchenny i toalety, a do tego tani, bo 7 euro za noc to naprawdę niewiele. Do tego wszystkiego dochodzi bardzo klimatyczny „common room”, czyli po prostu pokój gdzie można spędzić wieczór przy dobrej muzyce, dartach, xboxie czy po prostu piwku. Nazywa się on „Star Hostel Belgrade” i jeżeli ktoś planuje odwiedzić stolicę Serbii to jest to chyba najlepsze miejsce w jakim można się zatrzymać. Ma swoją stronę na facebooku, więc jeżeli ktoś jest bliżej zainteresowany może go tam spokojnie sprawdzić.

picture-1009021

Hostel ten należy też do grupy „Balkans Best Hostels”. Przy pierwszej wizycie w jednym z takich hosteli dostajemy specjalną oprawkę na paszport. Później z każdą kolejną wizytą w innym hostelu należącym do tej grupy dostajemy jakieś małe prezenty typu piwko, rakija, darmowe pranie, niespodziankę czy zniżkę na drugą noc. Naprawdę fajna sprawa. Szczególnie, że raczej na pewno pojedziemy jeszcze przynajmniej do Macedonii, w której też są takie hostele, a więc będzie można z tego skorzystać.

DSC_0120

Wracając jednak do Belgradu… Mimo, że pogoda była do dupy to nie mogliśmy przecież siedzieć na dupie. Przez pierwsze dwa dni naprawdę sporo się nachodziliśmy. Do tego zobaczyliśmy naprawdę sporo fajnych rzeczy. Po pierwsze muzeum Nikoli Tesli. Z reguły muzea są strasznie nudne, ale to mogę z czystym sumieniem każdemu polecić. To nie tylko oglądanie dyplomów i wynalazków, ale też zobaczenie na własne oczy jak one działają. Naprawdę fajna sprawa.

Co więcej? Ruiny twierdzy Kalemagdan, drugi co do wielkości kościół ortodoksyjny na świecie oraz masa innych kościołów czy też ładnie zachowanych budynków znajdujących się w centrum. Jedyną rzeczą, która przez pierwsze dwa dni naszego pobytu w Belgradzie mogła zepsuć humor była pogoda, ale dało się to jakoś przeżyć.

DSC_0094DSC_0100

DSC_0133

DSC_0139

 

 

 

 

Ta polepszyła się dopiero w dzień naszego wyjazdu, który jednak na szczęście cały spędziliśmy na mieście. Oczywiście tak jak przez pierwsze dwa dni totalnie piździało, tak ostatniego dnia można było spokojnie chodzić z rozpiętą kurtką. Cóż, przynajmniej tyle.

Postanowiliśmy więc zrobić sobie dłuższy spacer, który zakończył się w bardzo fajnie zachowanej wieży, z której rozciąga się widok na całe miasto. Sama wieża niestety była zamknięta, ale i tak mogliśmy zobaczyć cały Belgrad.

DSC_0159

Weekend w Belgradzie uważam za bardzo udany. Jeśli miałbym okazję pojechać tam znowu, to na pewno bym zrobił, ale latem. To podobno wtedy to miasto jest najpiękniejsze.

Droga powrotna w moich ukochanych bułgarskich kolejach upłynęła już na szczęście o wiele szybciej, ale żeby było zabawniej to w dzień naszego powrotu w Sofii zaczął padać śnieg, którego naprawdę długo już tu nie było… Chyba przyjechał z nami z Belgradu🙂

Jeżeli ktoś dotarł do tego momentu, to naprawdę gratuluję wytrwałości i cierpliwości. No i pozdrawiam z Sofii… Już na szczęście ciepłej😀